Podziękowania
Parafia św. Macieja - Bielany

Podziękowania

Jezu Cudowny Bielański Dziękujemy Ci za cud uzdrowienia naszego synka Franciszka. Jezu nasze gorliwe modlitwy i wołania do Ciebie zostały wysłuchane. Nasz syn cudownie przeżył. Jezu Ty w ten sposób Objawiłeś Nam Wielką miłość i potęgę Swego istnienia. To Ty Panie sprawiłeś, Że uwierzyliśmy, Że Ty Jesteś Bogiem Żywym, Bogiem Prawdziwym, Bogiem Wszechmocnym i Miłosiernym. Przez prawie trzy miesiące nasz synek walczył o życie, a Ty Panie byłeś z mim, uchroniłeś go przed wszystkimi operacjami jakie mu zagrażały. Teraz jest cudownym, zdrowym i radosnym dzieckiem. Boże – Jak mamy Ci dziękować? Boże – jakich słów użyć? Nie jesteśmy w stanie tego wyrazić. Dziękuję - To zbyt za mało, o wiele za mało. Chcemy Świadczyć i Głosić Całemu Światu, Że Ty Panie, Jesteś Bogiem Wielkim, Dobrym, Bogiem Łaskawym. Ty Panie wszystko wiesz, Ty Wszystko Potrafisz i Tobie Panie Zaufaliśmy Do Końca. To cud Panie! – To cud Panie! Nasz syn żyje. Tobie go zawierzamy i prosimy abyś go prowadził przez całe jego życie i otaczał opieką.

A oto nasza historia: Urodziłeś się taki maleńki i trochę dużo za wcześnie. Ważyłeś 960gram. Miałeś tylko 2 punkty w skali Agpart, co nie dawało Ci szans na przeżycie. W szpitalu zostałeś ochrzczony i nadano ci imię Franciszek – nasze wymarzone i wybrane imię dla ciebie – Franuś, nasz maleńki, bezbronny synuś Franuś. Zaraz po porodzie udzielono ci pierwszej jakże bardzo ważnej pomocy, a potem zostałeś przewieziony Do Szpitala pediatrycznego w Zabrzu na Oddział Intensywnej Terapii. I tam prawie trzy miesiące walczyłeś o życie. Tak bardzo chciałeś żyć, a byłeś taki Bezbronny, a my tacy bezsilni. Leżałeś w inkubatorze jak mały "OKRUSZEK" zaintubowany, podłączony rurkami do aparatury medycznej. Maleńkie rurki podłączone były do buzi, do noska, do raczek i nóżek. O Boże – Jaki przerażający widok. Kiedy zobaczyłam cię pierwszy raz, zatrzymało się moje serce, a łzy płynęły strumieniami. Tak bardzo chciałam cię wziąć na ręce i przytulić, pocałować, pogłaskać, a było to niemożliwe. Stałam i modliłam się aby Dobry Bóg dał ci siłę abyś żył. Każda wizyta w szpitalu to jedna wielka trauma, czekanie na wiadomość o twoim zdrowiu. To strach, niepokój i lęk niedopisania. Liczyły się godziny, doba, trzy dni, siedem dni, dwa tygodnie i tak do końca. Przed tobą tyle zagrożeń, tyle niepewności, tyle obaw. Pomimo tak bardzo rozwiniętej medycyny, tak dobrej aparatury do leczenia wcześniaków – usłyszeliśmy słowa lekarza Ordynatora Sobczyka - "WSZYSTKO W RĘKACH BOGA" . A my wierzyliśmy i ufaliśmy Bogu, że będzie z nami. Od chwili narodzin Zawierzyliśmy naszego synka w Opiekę Cudownemu Panu Jezusowi Bielańskiemu. Nasze uczestnictwo w codziennej Mszy Świętej i modlitwy dawały nam siłę i nadzieję na każdy dzień. W naszym bólu i wołaniach do Pana Jezusa Bielańskiego nie byliśmy sami. Wspierali nas nasi księża duszpasterze, oraz cała Wspólnota, za co jesteśmy ogromnie wdzięczni. A z Tobą był Pan Jezus Cudowny Bielański i chronił cię przed wszystkimi zagrożeniami. Otaczał cię płaszczem miłości i opieki. W miarę upływu czasu było lepiej, ale zagrożenia i obawy zawsze były. Kiedy nadszedł upragniony dzień wypisu naszego syna ze szpitala po raz drugi usłyszeliśmy słowa lekarza - "TO NAPRAWDE CUD, ŻE SYN WAM ŻYJE, DZIĘKUJCIE BOGU".
Tak Panie Jezu Cudowny Bielański - TO NAPRAWDE CUD, ŻE NASZ SYN ŻYJE. Teraz jest z nami. Jest naszym słonkiem, które świeci jak Gwiazda Betlejemska i rozświetla nam i wskazuje drogę do Pana. Nasze serca napełnione są wielką radością i wielką wdzięcznością Naszemu Cudownemu Panu Jezusowi Bielańskiemu.

Wdzięczni rodzice

Do cudownego uzdrowienia całej rodziny kowala doszło w czasie epidemii ospy w tym czasie szalejącej: "Wbrew wszelkim ludzkim rachubom po odprawieniu nowenny na cześć Najświętszego Serca Jezusowego choroba ustępować poczęła i wszyscy z choroby szczęśliwie wyszli i czerstwem cieszą się zdrowiem"
Posłaniec Serca Jezusowego styczeń 1894 roku
„Cudowny Panie Jezusie Bielański zmiłuj się nad nami ...”
to modlitewne zawołanie - wspomina po latach p. Irena - przekazała mi Mama w bardzo wczesnym dzieciństwie. Pamiętam też z tych dziecinnych lat Mamę długo modlącą się przed obrazem Cierpiącego Jezusa w kościele po Mszy Świętej, po Nieszporach i innych nabożeństwach, oraz pod kopią tego obrazu w naszym domu. Nie raz modliła się do późnej nocy, nie raz rzewnie płakała. Bardzo bolał mnie Jej płacz, płakałam, więc i modliłam się wraz z Nią. A potem, w ciągu swojego życia dane mi było tyle razy, z tą samą ufnością, jak moja Mama, i taką samą jak wtedy – w dzieciństwie, zwracać się do tego samego, mojego Bielańskiego Jezusa o pomoc, o ratunek, o cud. W pamięci z przekazu Mamy i własnych przeżyć, zachowały się różne wydarzenia. Oto jedno z nich:
Miałam wtedy 5 albo 6 lat. Były żniwa. Tata pada na gumnie w stodole obok wozu z żytem, w krwotoku, traci przytomność, szukam Mamy... Lekarz po dwóch godzinach dowieziony z Brzeszcz orzeka stan bardzo ciężki – pęknięcie wrzodów żołądka, ... wezwijcie księdza”; do szpitala w Białej (5-6 godzin wówczas) nie kieruje. Jest niedziela, Tata nie odzyskuje przytomności, wszyscy idziemy do kościoła, Hela niesie na rękach małego Stefana (Paciuś mu wtedy mówiliśmy); ja ze Stasią trzymamy się za rączki ... Uklękliśmy wszyscy na środku kościoła. Ja do dziś pamiętam swoją modlitwę do Cudownego Pana Jezusa Bielańskiego ... Gdy wróciliśmy jakoś radośnie i świątecznie palił się ogień pod kuchnią ... Mama nie płakała, a Tata leciutko uśmiechnął się do nas i małego Stefana pogłaskał po główce ... Tata już nigdy nie miał tych sił, jak przed chorobą, ale żył długo, pracowicie, służebnie Bogu i rodzinie.

październik – listopad 2004
Irena Nowakowska
Cudowne uzdrowienie żony po wcześniejszym śnie w którym mężowi ukazał się Kościół w Bielanach, do którego wybrał się następnego dnia by prosić o jej uzdrowienie. Było to 14 czerwca 1947 r. Po odprawieniu nabożeństw i modlitwach oraz po wypiciu przez żonę wody przyniesionej z cudownego źródła w Bielanach...ta zasnęła tak, jak gdyby na świecie już nie żyła. A gdy się obudziła o godz. 9 wieczorem i zobaczyła siostry swe płaczące usiadła na łóżku i powiada do nich "...czego wy płaczecie ja już jestem zdrowa". Potwierdzony 11.05.1986 r. przez wnuka i prawnuka odpis z kroniki rodzinnej.
P. Jonózok