Wiadomości
Parafia św. Macieja - Bielany

Obraz Matki Bożej wraca do kapliczki


Na szczególna uwagę w Kańczudze, zasługują dwie przydrożne kapliczki poświęcone Matce Bożej Częstochowskiej i  Św. Florianowi. Charakterystyczne jest, że święte wizerunki namalowane zostały na arkuszach blachy krzemowej.
Fundację tych kapliczek należy wiązać z miejscowym obszarem dworskim. Kapliczki stanowiły bowiem architektoniczną formę bramy wjazdowej na drogę prowadzącą do miejscowego majątku. Podejmując się próby określenia na podstawie analizy map katastralnych Kańczugi z I połowy XIX wieku, czasu ich powstania można przyjąć, że był to przełom XVIII i XIX wieku. W tym okresie majątkiem w Kańczudze zarządzała rodzina Rozwadowskich i Foltańskich. Ustalenie jednak konkretnej daty, fundatora, budowniczego oraz autora obrazów, jest dziś raczej niemożliwe i musi pozostać wyłącznie w sferze domniemywań.
Upływające lata oraz burzliwe wydarzenia dziejowe sprawiły, że obrazy które dotrwały do naszych czasów są dziś w tragicznym stanie i wymagają renowacji. Towarzystwo Miłośników Bielan postanowiło, w pierwszej kolejności odnowić obraz Matki Bożej Częstochowskiej, który wymagał natychmiastowej interwencji. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy były: deformacje płyty, korozja podobrazia oraz uszkodzenia mechaniczne. Wizerunek Matki Bożej zachował się wyłącznie w ogólnym zarysie. W wielu miejscach warstwa malarska zupełnie zanikła i konieczne było jej odtworzenie. Całość przedstawienia była pociemniała i pożółkła, co wpływało na jego nieczytelność także pod względem kolorystycznym. Charakterystyczna dla tego obrazu była technika, zastosowana przez nieznanego artystę - autora tego dzieła. Oprócz nanoszenia farb, użyto także cyny jako środka wyrazu artystycznego. Cynowe korony Matki Bożej i Jezusa były w zasadzie jednym odznaczającym się elementem całości.
Obserwując obraz, nie można nie zauważyć trzech otworów i pęknięć znajdujących się w blaszanym arkuszu. To namacalny ślad jakże tragicznej dla wszystkich Polaków historii i bolesnych doświadczeń mieszkańców Kańczugi i Bielan.
Pod koniec czerwca 1942 roku wywiad Batalionów Chłopskich doniósł o planowanym przez okupanta wysiedleniu Bielan. Dla mieszkańców było to wielkim zaskoczeniem. Uważali, że ich wieś jest względnie bezpieczna ponieważ przesiedlono tu już wcześniej mieszkańców sąsiedniego Osieka i Polanki. Świadkowie tych wydarzeń twierdzą, że o wysiedleniu Bielan zadecydowała zamożność mieszkańców oraz murowana w większości zabudowa wsi. Jedna z hipotez wskazuje jako głównego inicjatora tego wysiedlenia, burmistrza Osieka Wincklera, co miało mieć związek z ociąganiem się mieszkańców z oddawaniem przymusowych kontyngentów. W akcje wysiedleńczą zaangażowany był czynnie zarządca dworu w Łękach – Procki, co z kolei może świadczyć o jego inicjatywie w tej sprawie. Prowadził on bowiem politykę scalania gruntów dawnego majątku, z którego były już właściciel Rudziński, odsprzedał kilkanaście działek. Można stwierdzić, że wysiedlenie Bielan miało „dziki”, wykraczający poza wszelkie plany niemieckiego osadnictwa charakter. Kawalkada przesiedleńcza ruszyła 7 lipca 1942 roku z Osieka. Większość mieszkańców w obawie o swoje życie, w porę opuściła rodzinne domy. We wsi, oprócz niemieckich urzędników gminnych znaleźli się funkcjonariusze policjanci, uzbrojeni esesmani i gestapowcy. Wybierano zazwyczaj te domy, które były murowane i z zapleczem gospodarczym (stodoła, obora, inwentarz). Tych mieszkańców, którzy pozostali w swoich domach odprowadzano do centrali wysiedleńczej w szkole, skąd kierowano ich na roboty przymusowe do Rzeszy. Na miejsce wysiedlonych sprowadzono niemieckich osadników z Rumunii i Besarabii. Dach nad głową straciło blisko 30 rodzin, które zamieszkały w sąsiednich Łękach oraz u swoich bliskich w Bielanach.
W trakcie wysiedlenia, okupanci obracali swoją złość i nienawiść do wszystkiego co polskie, przeciwko kapliczkom i przydrożnym krzyżom. Żandarmi ścieli krzyż na terenie starego cmentarza, zniszczyli krzyż i kapliczkę na Zasolu-Bielańskim. W kapliczce koło cmentarza zniszczyli obraz Matki Bożej i niewielką figurę św. Marka. Jeden z hitlerowców dopuścił się także profanacji jednej z kapliczek w Kańczudze. Naoczny świadek tego zdarzenia Genowefa Kramarczyk po mężu Rużycka, tak relacjonowała swoje przeżycia: „…był ciepły, słoneczny dzień. Wracaliśmy z narzeczonym Ludwikiem Rużyckim z Kęt[…] W pewnej chwili usłyszeliśmy warkot motocykla. Ukryliśmy się w rowie niedaleko domu przed którym były kapliczki. Z ukrycia dostrzegliśmy niemieckiego żołnierza jadącego w kierunku Kęt. Nagle motocykl zatrzymał się i padły strzały w stronę kapliczek. Przerażeni jeszcze mocniej przywarliśmy do ziemi. Po chwili usłyszeliśmy, że motocykl oddala się[…] Ze strachem wyjrzeliśmy z rowu. Naszym oczom ukazał się widok, którego nie mogę zapomnieć do dziś. Niemiecki żołnierz po oddaniu strzałów do obrazu Matki Bożej, nie dojechał nawet do skrzyżowania drogi z Malcem. Uderzył w drzewo i jak się później okazało zginął na miejscu…”.
Wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej, odnowił Pan Tadeusz Noworyta z Zasola. Nowe drewniane ramy wykonał Pan Paweł Paw z Kańczugi. Poświęcenia obrazu dokonał ksiądz proboszcz Andrzej Zając, w uroczystość Matki Bożej Królowej Polski w Zasolu 3 maja 2015 roku.